Kilka dni temu widziałam super pokrowce na telefon u gazyni. Prawdziwy traf, bo właśnie zabierałam się do uszycia pokrowca dla siebie. Miało być folkowo - bawełniana surówka i góralskie kwiaty. Zapomniałam już jak się ciężko szyje surówki czy len, siepie się, ściąga i zawsze mi wychodzi krzywo :O
U mnie telefon niestety nie doczekuje końca umowy, wrzucany do torby jak leci, dzieci tylko czekają, żeby go zostawić w zasięgu rąk, a ostatni był nawet karmiony frytką :) Zobaczymy czy będę pokrowiec będzie w użytku, bo przyzwyczajenie drugą naturą człowieka :)
niedziela, 29 stycznia 2012
piątek, 27 stycznia 2012
Z powrotem w domu
No i jesteśmy:) Co prawda już po dwóch pobytach w szpitalu i 1 lutego idziemy do Centrum Zdrowia Dziecka na kilka dni (mam nadzieję), ale póki co w domu. Zuzia miała chyba niedoleczone zapalenie płuc grudzień/styczeń, bo po tygodniu w biegu, bez niczego, jechałam z nią do najbliższego szpitala. Tak to nas leczyli pediatrzy.. Odgrażałam się sama przed sobą, że złożę skargę na naszą ostatnią panią doktor, ale z braku dostatecznej wiedzy z mojej strony sprawa umarła:(
Jesteśmy w domu już niecały tydzień, ale wizja kolejnego szpitala rozkłada mnie na łopatki i za nic nie umiem się zabrać. Czekam. I czekam.
Niech już będzie po wszystkim, bo takie czekanie co dalej jest okropne. Dodatkowo słyszałam, że CZD nie jest przyjazne rodzicom, tzn. warunki są spartańskie - kurtka pod łóżkiem dziecka i tyle. Albo i to nie, bo szpital to nie hotel.
Właśnie na pobyt w szpitalu uszyłam jej bluzeczkę. Jako że w szpitalach temperatura jest tropikalna, ale zawsze może zrobić się przeciąg, to potrzebowałam, coś rozpinanego, nie pod szyję, tylko na plecki, do pupy. No i są różowe grochy.
Nawet miałam zrobić z tego tutorial jak zrobić wykrój z ubranka dziaciaczka i uszyć taką bluzeczkę. O ile robienie wykroju obfociłam, to szycie przebiegało pod presją kończącego się filmu o Kubusiu Puchatku, Zuzia mogła w każdej chwili wstać, i zapomniałam :) Ale chyba uszyję jej podobną jeszcze jedną bluzkę, to dorobię zdjęcia i wrzucę:)
Zuzia póki co nie zapowiada się na top model, bo zupełnie nie umie pozować:)
Dzieci już wszystkie na pokładzie więc, koniec pisaniny:)
Jesteśmy w domu już niecały tydzień, ale wizja kolejnego szpitala rozkłada mnie na łopatki i za nic nie umiem się zabrać. Czekam. I czekam.
Niech już będzie po wszystkim, bo takie czekanie co dalej jest okropne. Dodatkowo słyszałam, że CZD nie jest przyjazne rodzicom, tzn. warunki są spartańskie - kurtka pod łóżkiem dziecka i tyle. Albo i to nie, bo szpital to nie hotel.
Właśnie na pobyt w szpitalu uszyłam jej bluzeczkę. Jako że w szpitalach temperatura jest tropikalna, ale zawsze może zrobić się przeciąg, to potrzebowałam, coś rozpinanego, nie pod szyję, tylko na plecki, do pupy. No i są różowe grochy.
Nawet miałam zrobić z tego tutorial jak zrobić wykrój z ubranka dziaciaczka i uszyć taką bluzeczkę. O ile robienie wykroju obfociłam, to szycie przebiegało pod presją kończącego się filmu o Kubusiu Puchatku, Zuzia mogła w każdej chwili wstać, i zapomniałam :) Ale chyba uszyję jej podobną jeszcze jedną bluzkę, to dorobię zdjęcia i wrzucę:)
Zuzia póki co nie zapowiada się na top model, bo zupełnie nie umie pozować:)
Dzieci już wszystkie na pokładzie więc, koniec pisaniny:)
Etykiety:
bluzka
czwartek, 22 grudnia 2011
Nieobecność usprawiedliwiona
Od czego by tu zacząć tłumaczenie czemu taki przestój szyciowy. Zmogły nas choroby, raz Zuzka dostała skierowanie do szpitala, poratowali nas na izbie, odesłali do domu. Po 3 tygodniach - w niedzielę siedziałam z Szymkiem 4,5h na Izbie Przyjęć, poratowali i do domu. A w poniedziałek wylądowałam z Zuzią na dobre w szpitalu. Zostajemy na święta:( Smutno strasznie. Jesteśmy daleko od domu i ciężko do nas wpadać. Ech.. Bardzo, bardzo nam wszystkim smutno i ciężko. Mam nadzieję, że zaraz po świętach nas wypuszczą.
Dziękuję drogi Mężu, że zrobiłeś mi internet w laptopie:)
Z miejsca chciałam życzyć wszystkim odwiedzającym spokojnych, ZDROWYCH
Świąt Bożego Narodzenia:)
Dziękuję drogi Mężu, że zrobiłeś mi internet w laptopie:)
Z miejsca chciałam życzyć wszystkim odwiedzającym spokojnych, ZDROWYCH
Świąt Bożego Narodzenia:)
wtorek, 6 grudnia 2011
Spódniczki:)
Święta za pasem, a mnie panujące ciemności na dworze rozleniwiają do granic możliwości. Jeszcze nie ma 14, a już ciemno :( Chyba jestem jedyną osobą, która już chce chociaż marzec.
Uszyłam Zuźce 2 spódnice, bo w zasadzie żadnej nie ma. Jedna, to miała być bombka w łowickie pasy, ale okazało się, że materiał, który do tego użyłam nie bardzo się nadaje i nie widać efektu bombki.
Druga bardzo mi się podoba i na pewno nie jedna jeszcze taka postanie.
Nasza łazienka zmienia się w pralnię, wszędzie worki z ciuchami, bo pralka jeszcze nie naprawiona. Już myślałam, że może w hurtowni zamówić kilka uszczelek na "zapas" tj jak Psipsiak będzie musiał odreagować swoje stresujące kocie życie i pogryźć uszczelkę.
Niedawno na fali wyciągania z szaf ostatnich czystych ciuchów znalazłam sweter w rozmiarze 46 (żeby nie było ja noszę mniejszy:). Niestety nie spojrzałam na metkę i po praniu zrobił się rozmiar 34 (takiego rozmiaru też nie noszę:). Sweter sam w sobie fajny i tak leżał. Aż mnie naszło zrobić z niego sukienkę dla Zuźki. Nie było to nawet trudne, żałuję, że nie robiłam zdjęć co po kolei odcinałam, to powstałby mini kursik. Sukienka może nie na kolację Wigilijną, ale na leżenie na podłodze jak najbardziej.
Dziś w przedszkolu ubieranie choinki:) Ciekawe jak tam mój przedszkolak sobie radzi, bo zeszłorocznego drzewka chyba nie pamięta.
Swoją drogą w zeszłą Wigilię o 2 w nocy obudził mnie huk. Okazał się, że koty (sztuk 2)jak co roku przy choince przypominają sobie, że mają w sobie dziką naturę i ganiają się miedzy gałązkami. W zeszłym roku przewróciły drzewko, woda ze stojaka zalała dywan a stojak się połamał. W tym wszystkim my z mężem zaspani staraliśmyy się ogarnąć myślą co zaszło. I tak nasza choinka przetrwała święta przywiązana do kaloryfera i lodówki:)To mi przypomniało, że warto dokupić bombki, bo koty.. :)
Uszyłam Zuźce 2 spódnice, bo w zasadzie żadnej nie ma. Jedna, to miała być bombka w łowickie pasy, ale okazało się, że materiał, który do tego użyłam nie bardzo się nadaje i nie widać efektu bombki.
Druga bardzo mi się podoba i na pewno nie jedna jeszcze taka postanie.
Nasza łazienka zmienia się w pralnię, wszędzie worki z ciuchami, bo pralka jeszcze nie naprawiona. Już myślałam, że może w hurtowni zamówić kilka uszczelek na "zapas" tj jak Psipsiak będzie musiał odreagować swoje stresujące kocie życie i pogryźć uszczelkę.
Niedawno na fali wyciągania z szaf ostatnich czystych ciuchów znalazłam sweter w rozmiarze 46 (żeby nie było ja noszę mniejszy:). Niestety nie spojrzałam na metkę i po praniu zrobił się rozmiar 34 (takiego rozmiaru też nie noszę:). Sweter sam w sobie fajny i tak leżał. Aż mnie naszło zrobić z niego sukienkę dla Zuźki. Nie było to nawet trudne, żałuję, że nie robiłam zdjęć co po kolei odcinałam, to powstałby mini kursik. Sukienka może nie na kolację Wigilijną, ale na leżenie na podłodze jak najbardziej.
Dziś w przedszkolu ubieranie choinki:) Ciekawe jak tam mój przedszkolak sobie radzi, bo zeszłorocznego drzewka chyba nie pamięta.
Swoją drogą w zeszłą Wigilię o 2 w nocy obudził mnie huk. Okazał się, że koty (sztuk 2)jak co roku przy choince przypominają sobie, że mają w sobie dziką naturę i ganiają się miedzy gałązkami. W zeszłym roku przewróciły drzewko, woda ze stojaka zalała dywan a stojak się połamał. W tym wszystkim my z mężem zaspani staraliśmyy się ogarnąć myślą co zaszło. I tak nasza choinka przetrwała święta przywiązana do kaloryfera i lodówki:)To mi przypomniało, że warto dokupić bombki, bo koty.. :)
Etykiety:
spódniczki,
sukienka
niedziela, 27 listopada 2011
nowe szycie, deja vu i czarne bydle
Eh, post miał powstać już wczoraj. Nudny piątkowy Bond zaowocował obfitszym szyciem :)
Szykuję się na pierwszą moją wymiankę z Aeljot Bardzo ciekawa jestem jak Nam to wyjdzie, oby poczta nie zawiodła, bo trafimy na szczyt przedświąteczny.
Dziś przeżyłam znaminne deja vu. ALe od początku. Zaczęło się od cieknącej pralki. W zasadzie z kołnierza przy drzwiczkach lało się. Szybki rzut oka, no i znowu. Znowu to zrobił czarny bydlak.
Czarny bydlak oficjalnie ochrzczony Snajperem w domowym języku Psipsiak, po Szymkowemu Sisiak:)
Ten kot ma różne odchyły, najgorszym jest gryzienie uszczelki od pralki. Oczywiście mając zwierzęta trzeba się liczyć z kosztami, ale ten kot "zmusił" nas do zmiany mieszkania.
Pierwsza uszczelka: Udało nam się wmówić Panu Majstrowi, że to guma sparciała, popękała.. Po raz pierwszy zmierzyliśmy się z problemem dostania się do pralki w naszym mały mieszkanku. Demontaż kabiny prysznicowej, wycięcie szafki z umywalką od ściany, przeciągnięcie tych rzeczy do salonu, gdyż inaczej nie otworzą się drzwi wejsciowe. Oczekiwanie na Majstra.
Uszczelka druga: Pan Majster poddał w wątpliwość czy, to aby guma sparciała. Kawał gumy plus robocizna i łazienka w salonie 200zł
Uszczelka trzecia: 2 stycznia. niemożliwe staje się możliwe Psipsiak zjadl 3 uszczelkę wciagu niecałego roku. wizja przeniesienia łazienki do salnu, oczekiwanie na Pana Majstra. Koniec basta. Wyprowadzamy się.
I jesteśmy teraz TU. Od roku pralka szęśliwie prała aż do wczoraj. Woda się leje z uszczelki. No żesz..
Szykuję się na pierwszą moją wymiankę z Aeljot Bardzo ciekawa jestem jak Nam to wyjdzie, oby poczta nie zawiodła, bo trafimy na szczyt przedświąteczny.
Dziś przeżyłam znaminne deja vu. ALe od początku. Zaczęło się od cieknącej pralki. W zasadzie z kołnierza przy drzwiczkach lało się. Szybki rzut oka, no i znowu. Znowu to zrobił czarny bydlak.
Czarny bydlak oficjalnie ochrzczony Snajperem w domowym języku Psipsiak, po Szymkowemu Sisiak:)
Ten kot ma różne odchyły, najgorszym jest gryzienie uszczelki od pralki. Oczywiście mając zwierzęta trzeba się liczyć z kosztami, ale ten kot "zmusił" nas do zmiany mieszkania.
Pierwsza uszczelka: Udało nam się wmówić Panu Majstrowi, że to guma sparciała, popękała.. Po raz pierwszy zmierzyliśmy się z problemem dostania się do pralki w naszym mały mieszkanku. Demontaż kabiny prysznicowej, wycięcie szafki z umywalką od ściany, przeciągnięcie tych rzeczy do salonu, gdyż inaczej nie otworzą się drzwi wejsciowe. Oczekiwanie na Majstra.
Uszczelka druga: Pan Majster poddał w wątpliwość czy, to aby guma sparciała. Kawał gumy plus robocizna i łazienka w salonie 200zł
Uszczelka trzecia: 2 stycznia. niemożliwe staje się możliwe Psipsiak zjadl 3 uszczelkę wciagu niecałego roku. wizja przeniesienia łazienki do salnu, oczekiwanie na Pana Majstra. Koniec basta. Wyprowadzamy się.
I jesteśmy teraz TU. Od roku pralka szęśliwie prała aż do wczoraj. Woda się leje z uszczelki. No żesz..
czwartek, 17 listopada 2011
Konkurs na najciekawszą zabawkę dla chłopca - mata konkursowa
Jakiś czas temu pisałam, że biorę udział w konkursie organizowanym przez sklep mamine.pl
Chodziło o najciekawszą zabawkę dla chłopca.
Od razu pomyślałam o macie. U nas podobna się sprawdza. Szymek przyczepia i odczepia rzepowe zabawki, układa jedna na drugiej w piramidkę itp. Ogólnie jest czym dziecko zająć.
Stąd nowa mata dla chłopca. Mata i pokrowiec (moja duma) uszyte są z wełny, zabawki z filcu. Tym razem materiał jest tak dobrany, żeby rzepy mocno się nie przyczepiały, tylko lekko odchodziły.
Spodnie na polarku nam się sprawdzają w taką pogodę. Dziś widziałam odśnieżarkę, czy jak to się mówi fachowo pług. Czyżby miał padać śnieg??!! A ja na letnich oponach:O dobrze, że chociaż płyn do spryskiwaczy sobie wlałam zimowy, a nie była to łatwa operacja:)
Zobaczymy.
Etykiety:
zabawki
sobota, 12 listopada 2011
Coś dla domu
Dziś cały dzień szyłam prześcieradła dla dzieci. Szyłam to za duże słowo, obrębiałam i obszywałam lamówką. Cały dzień..
Maszyna na stole kuchennym, między śniadaniem, piciem, laptop też czasami się tam pojawiał.
Z reguły nie szyję w dzień, no bo właśnie.. Nie ma gdzie talerza postawić, drżę o maszynę, że się zaleje lub będzie karmiona kanapką jak mój telefon :0 Zaraz muszę chować szpilki, nożyczki przed dziećmi, nie da się tak.
Ale chciałam już mieć prześcieradło dla Zuzki. Otóż miałam po Szymku, takie szmery bajery, antyalergiczne, nieprzeciekające i w ogóle antywszsytko. Z tym, że mała strasznie się na nich pociła, zwykłe bawełniane prześcieradła poszły do przedszkola no i zrobiła się luka. Specjalnie pojechałam pakując się w korki przed długim weekendem, do miasta stołecznego Warszawy po flanelę. Wymyśliłam sobie kremową, kawową, albo białą. A tu wyszło jak zwykle. Mam flanelową jajecznicę:)No ale ok. Przy okazji postanowiłam uszyć też Szymkowi, bo nie mam na wymiar i robię na materacu jakieś dziwne motaniny z dużego prześcieradła. Dla niego są też dwa, białe z lamówką w kwiatki:) Tak po męsku:)
No i skończyłam spodnie. W środku polar antypilingowy, wierzch ze sztruksu.
Całego wczorajszego Bonda wciągałam gumkę w spodnie no i tak mi to szycie szło powoli.
Zapraszam na portal dzieciowo.pl (http://www.dzieciowo.pl/2011/11/piatek-z-blogujaca-mama-szycie-na-goraco.html)
gdzie pojawiła się notka na temat mojego bloga :) Bardzo mi z tego powodu miło.
A tu tył spodenek, z dużą kieszonką na chusteczki.
pozdrawiam
Etykiety:
dla chlopaka,
spodnie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























